Autor

Urodziłem się w  stolicy  Gruzji – Tbilisi, na ulicy D. Agmaszehebeli. To zakątek z bardzo starymi budynkami, obsadzona platanami, które u nas nazywamy „italiur ezoszi” - włoskie podwórko.
Stoją tam czerwone, ceglane domy, mają ponad 100 lat, z  przodu każdy ma drewniany, ażurowy balkon, gdzie gorącymi wieczorami, aż do nocy, przesiadują mieszkańcy. To tam mężczyźni grają w nardy a  kobiety plotkują.
My mieszkaliśmy na parterze z małym ogródkiem, gdzie kwitło duże drzewo śliwkowe. Wiosenne wieczorne powietrze wypełniało nasze mieszkanie zapachem kwiatów, latem wszyscy sąsiedzi polowali na nasze śliwki, a jesienią trzeba było sprzątać liście.
Mama pracowała w  filmotece narodowej  . Wiele razy widziałem, jak kręcili filmy i potem robili montaż . Ojciec też pracował w filmotece tylko sporadycznie, pisał scenariusze, wiersze, opowieści i książki, ale nigdy nie udało mu się ich wydać. Raz  wystawił nawet sztukę. Nasz dom był zawsze pełen gości, a potem to my byliśmy zapraszani i tak bez końca.
Sąsiadka Nana całymi dniami przesiadywała u nas, piła kawę i paliła papierosy, bo jej mąż – Nador, pracował, a ona zajmowała się domem i dzieckiem. Na drugim piętrze mieszkała szanowana rodzina lekarzy.  Jak coś się stało, od razu wołano: Kako -Pan Kako! Na trzecim piętrze „pan orkiestra” od godziny całymi dniami grał na wiolonczeli, z wyjątkiem tych, gdy był na koncertach. Wtedy panował spokój

 

 

 

 

Wujek Albert (tak na niego wołano) posiadał wszystkie narzędzia i każdy sąsiad zwracał się do niego o pomoc, a on nigdy nie odmawiał. Pochodził z Ukrainy, mieszkał po sąsiedzku, tuż za bramą podwórka.
Nad wujkiem Albertem mieszkał słynny pisarz, który był w związku pisarzy radzieckich. To on poprawiał mojemu ojcu dzieła, chociaż tata nienawidził całego systemu komunistycznego. Dlatego też nie był sławny.
Obok Nany – Rafik, Ormianin, jedyny w mieście mechanik samochodowy Volvo. Nad panem Rafikiem, pan Gogi z prowincji (rzadko rozmawiał z ludźmi, żeby ukryć swój prowincjonalny akcent). Nad panem Gogi - Kote z mamą, pochodzący z Azerbejdżanu, obok Kote - Kilkoro Rosjan, którzy już długo mieszkali w Gruzji . To była nasza miejska śmietanka towarzyska. Dalej mieszkał bardzo szanowany pan profesor, zajmujący się wężami Kaukazu.  Niestety często uciekały mu te stworzenia, a sąsiedzi je natychmiast likwidowali, bo były bardzo jadowite.
Dalej mieszkały osoby z prowincji, które niedawno przeprowadziły się do stolicy. Można było je rozpoznać  po sposobie, w jaki wieszali pranie na linkach przechodzących od jednego budynku do drugiego. Kobieta z miasta wieszała pranie najpierw białe, według długości, potem inne kolory, ale też według wielkości to było bardzo ważne.
Takie było moje życie w Gruzji, w skrócie…